Czy mamy się bać?

Czołowi politycy Europy i III RP mówią jednym głosem: "Będzie wojna za dwa lub trzy lata". Tak też przed czterema laty jednogłośnie zapowiadali nadejście covida i spustoszeń, jakie ten może poczynić. Spustoszenia oczywiście były ogromne, ale nie z powodu covida, tylko ograniczenia dostępu do opieki medycznej.
 
Dwa lata temu wmówili ludziom, że Ukraina walczy nie tylko o swą niepodległość i demokrację, ale walczy w naszej sprawie. Mieliśmy obowiązek kochać Zełenskiego i 'bohaterskich' bojców z batalionów Azow i Ajdar, jak i znienawidzić nie tylko prezydenta Putina, ale w ogóle rosyjskiego narodu.
 
Nie jest trudno dostrzec jedno źródło tych informacji. Tak i obecnie powtarzane zapowiedzi wojny nie powstały w stolicy nad Wisłą. Pisze amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW): "Trudy walk w Ukrainie nie ostudziły zapędów Władimira Putina. Rosja przygotowuje się do wojny konwencjonalnej z NATO i to na dużą skalę".
 
Znaczny wkład w ten chocholi taniec możemy przypisać zarówno poprzedniej ekipie rządowej, jak też obecnemu rządowi. Mówi Tusk w wywiadzie dla 'Gazety Wyborczej' i pięciu europejskich gazet: "Nie chcę nikogo straszyć, ale wojna nie jest już pojęciem z przeszłości. Jest realna, w gruncie rzeczy zaczęła się ponad dwa lata temu. To, co obecnie najbardziej niepokoi, to fakt, że możliwy jest dosłownie każdy scenariusz. Takiej sytuacji nie mieliśmy od 1945 roku".
 
Dalej twierdzi Tusk: "W mojej części Europy wojna już abstrakcją nie jest; naszym obowiązkiem nie jest dyskutowanie, tylko działanie i przygotowywanie się do obrony". [...] "Nie ma powodu, żeby Europejczycy nie respektowali fundamentalnej zasady i nie wydawali na obronność minimum 2 procent PKB. Od tego trzeba zacząć. Rozumiem, dlaczego nie wszystkie kraje chcą przyjąć polski model. My wydajemy 4 procent,...".
 
Zwrócę tu uwagę, że 4% PKB to jest około 20% budżetu państwa. Koszty obsługi kredytów wynoszą - powiedzmy - 15% budżetu, więc trzeba będzie zaciągać następne kredyty lub wchodzić w ostrą inflację. Może dlatego trwa polowanie na prezesa NBP Adama Glapińskiego, by ten nie przeszkadzał. 
 
Mówi Tusk, że "musimy wydawać tyle, ile się da na zakup sprzętu i amunicji dla Ukrainy". Bez naszej zgody trwoni pieniądze, jakby on je wypracował. I zapewne nie zna Tusk nawoływania Grzegorza Brauna i dr. Leszka Sykulskiego: "Nie przenoście nam stolicy do Kijowa".
 
Czy trzeba się bać? - Mogę odpowiedzieć tylko za siebie: nie boję się i zażenowany jestem tym, co za głupoty wygadują polityczne pacynki.
 
Czytelnikom, Komentatorom i Administracji życzę pogodnych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy,
 
Zygmunt Białas